Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść męki Twej wchodzę…

Ach, żałuję…

Jezu zraniony, Jezu ubiczowany. Ty wziąłeś na siebie wszystkie me ciężary. Wziąłeś na siebie wszystkie razy jakie zadałam sobie i bliźnim… Zdradziłam Cię Jezu… A Ty na mnie patrzysz i tak bardzo mnie kochasz, Ty się jednoczysz w bólu z KAŻDYM cierpiącym. Nikt Ci nie jest obojętny, choć nieraz ja nie byłam w stanie pomóc drugiemu, a jeszcze potrafiłam dołożyć ciężaru… innym czy sobie. Ty niesiesz ten cały ciężar nędzy mojej i całego świata. Cichy jak baranek, łagodny, kochający. Jesteś bardzo troskliwy. Kto by za nas spłacił ten dług?!… zwątpień i rozpaczy, wyzysku i poniżenia, zarozumialstwa czy braku przebaczenia… Ty to wszystko wziąłeś na siebie, by uleczyć mą duszę. Wiesz, że Twoje owieczki bardzo potrzebują pasterza. Potrzebujemy Kogoś, kto wskaże nam drogę… A drogą jesteś Ty. Łagodny i cierpliwy, nieustannie dający nam kolejną szansę i wierzysz we mnie, widzisz we mnie dobrego człowieka… przyjaciela. Tłum nic nie rozumiał, ale my już wiemy, że jesteś Zbawicielem, Mesjaszem, zapowiadanym od dawna przez proroków. Wiem, że w Tobie mam życie, że naśladując Ciebie – będę Twoją córką, Twoim świadkiem. Ty dajesz mi nadzieję i siły, by stawać się coraz lepszą.

Jezu wspomnij na mnie….

Jezu ufam Tobie!

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

Możliwość komentowania jest wyłączona.