Bóg jest MIŁOŚCIĄ…

Alan Ames…

Alan Carver Ames to współczesny mistyk, a jednocześnie były gangster. Należał do jednego z londyńskich gangów aż do roku 1994, kiedy to objawił mu się Jezus i przeżył głębokie nawrócenie. Od tego czasu otrzymuje przesłania dotyczące m.in. Eucharystii.

W rozmowie z portalem kosciol.wiara.pl Ames odżegnuje się od określania jego osoby mianem „współczesnej świętej Faustyny”. Stwierdza, że jest tylko zwykłym człowiekiem i grzesznikiem jak każdy. Opowiadając o swoich wizjach mówi, że są one rzeczą niesamowitą, a możliwość rozmów z Chrystusem to coś pięknego. Jednocześnie podkreśla, że prawdziwą obecność Boga można poczuć tylko przyjmując Eucharystię. Jak sam mówi, za każdym razem gdy przystępuje do sakramentu, czuje prawdziwą obecność Chrystusa w nim i żałuje, że inni ludzie jej nie czują. Jak dodaje, gdyby było inaczej, kościoły byłyby pełne od rana do wieczora. Zdaniem Amesa jesteśmy jednak zbyt pochłonięci codziennością, by prawdziwie doświadczać Jezusa w Eucharystii.

Ames doradza, by każdy z nas modlił się do Ducha Świętego przed każdą mszą świętą o to, aby pozwolił nam prawdziwie doświadczyć Chrystusa. Jak dodaje, nie możemy jednak oczekiwać szybkich efektów. Często latami trzeba czekać na to, by faktycznie odczuć Jezusa w Eucharystii, ale warto na to czekać.

Jak wspomina Ames, to Maryja zaleciła mu, aby codziennie chodził na mszę świętą i przyjmował komunię. Od czasu jego nawrócenia w 1994 roku jest stale obecny w kościele.

Ames wspomina, że pewnej nocy podczas jednej z podróży służbowych przebywał w hotelu, gdzie nawiedził go demon. Mężczyzna w czerni niespodziewanie pojawił się w jego pokoju i zaczął z nim walczyć. Z początku Ames myślał, że to jakieś przewidzenia, jednak był to prawdziwy atak demona. Wtedy usłyszał głos, który kazał mu zmówić „Ojcze Nasz”, a gdy to uczynił, demon zniknął. Następnie Ames’owi ukazywała się Matka Boska, która kazała mu odmawiać 45 dziesiątek różańca dziennie. Dzięki całkowitemu zanurzeniu w Bogu człowiek, który niegdyś był członkiem mafii, odnalazł ostatecznie spokój i obecnie może dawać świadectwo ludziom z całego świata.

„Duch Święty pozwolił mi zobaczyć Jezusa. Jezus konał na krzyżu za każdy mój grzech. To był najgorszy dzień w moim życiu, bo uświadomiłem sobie, jak marny jestem, ile kolców powbijałem w głowę Chrystusa. On mówił: kocham Cię, choć źle żyłeś, chcę ci wybaczyć. I czekał. Dopiero kiedy poprosiłem Go o wybaczenie, spłynęła na mnie fala miłości, stałem się nowym człowiekiem” – mówi Ames o dniu swojego nawrócenia.

Źródło: fronda.pl

*

Alan Ames jest autorem książki „Oczami Bożej Miłości”

z której podam kilka pięknych fragmentów….

„Opisanie w niniejszej książce niektórych opowieści spośród tych, które zesłali mi Pan Bóg, Matka Boska i Święci, było dla mnie źródłem ogromnej radości.

Każda z tych historii poruszyła mnie w wyjątkowy sposób. Jedne natchnęły mnie głębokim szczęściem, inne zaś przepełniły smutkiem. Wszystkie natomiast stanowią dla mnie ważne lekcje dotyczące życia, miłości i troski o innych.

Mam nadzieję i modlę się, aby wszyscy, którzy przeczytają tę książkę, poczuli, że głęboka miłość, jaką Bóg darzy wszystkich ludzi, może dotknąć każdego z nas w szczególny, osobisty i intymny sposób, że nikt nie jest pozbawiony Jego miłości i że każde życie ziemskie może się stać kolejną historią miłosną zapisaną w sercu Jezusa.”

………….

W swej niewinności

Szedłem ulicą w Moim mieście, gdy jakiś chłopiec złapał Mnie za rękę. Szedł ze Mną, śpiewając i podskakując z radości. Jego głos, pełen miłości, wlał w Moje serce wielkie szczęście.

Kiedy tak szliśmy, dołączało do nas coraz więcej dzieci, wszystkie pełne entuzjazmu i radości. Otwarłem serce przed nimi wszystkimi i przelałem na nie Bożą miłość. W swej niewinności każde spośród nich bez przeszkód dało się nią napełnić.

Chciałem zostać i bawić się z nimi, bo znajdowałem w tym radość. Chciałem wspólnie z nimi uczestniczyć w ich szczęściu.

Tego właśnie pragnę dla wszystkich ludzi: aby byli jak te dzieci i zachowali otwarte serca, żebym mógł je napełniać Moją miłością i stale być z nimi ciesząc się przyjaźnią i miłością.

  On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. Mt18,2-4

~*~

Szeroko otwarte bramy niebios

Któregoś dnia przyszedł do Mnie pewien mężczyzna i poprosił, abym mu opisał niebo. Jakże jednak opisać coś, czego nie sposób pojąć, dopóki samemu się tego nie zobaczy?

- Przypomnij sobie najszczęśliwszą chwilę w swoim życiu i wyobraź sobie, że każda chwila jest właśnie taka. A potem uświadom sobie, że nie można tego porównać do radości panującej w niebie.

Mężczyzna spojrzał na mnie i powiedział:

- Jak to, czy w niebie nie ma ptaków, drzew, kwiatów, smacznych potraw i przyjemności na wyciągnięcie ręki?

- Nieba – odparłem – nie da się porównać z niczym na ziemi, bo niebo jest czymś znacznie wspanialszym. Najlepsze, co może cię spotkać tutaj, nijak się nie ma do duchowej nagrody, która tam na ciebie czeka.

- Wciąż nie potrafię sobie tego wyobrazić – powiedział.

- Zamiast próbować się dowiedzieć, jak jest w niebie, spróbuj znaleźć drogę, która tam wiedzie, a gdy ci się to uda, zdziwisz się, że zmarnowałeś tyle czasu, zbaczając z niej.

- Powiedz mi, gdzie jest ta droga – chcę nią pójść – powiedział.

- Ja nią jestem – innej drogi nie ma. Tylko we Mnie znajdziesz otwarte bramy niebios.

Mężczyzna patrzył na Mnie w milczeniu. Nic z tego nie rozumiał, więc dodałem:

- Żyj według Bożych przykazań, niech twoje życie wypełnia miłość, nieś też zawsze pomoc innym, ale nade wszystko żyj dla Boga. A potem patrz, jak Syn powstaje, by oświetlić drogę do nieba.

Mężczyzna odrzekł:

- Będę się modlił, będę zawsze przestrzegał przykazań i będę kochał Boga… Być może wtedy uda mi się pojąć Twoje słowa.

- To dotyczy wszystkich ludzi. Jak mogą oczekiwać, że zrozumieją, co mówię, bez modlitwy, bez miłości i bez życia zgodnie z Bożymi przykazaniami? W modlitwie twoje serce otwiera się na Moją miłość i wówczas wyraźnie widzisz przed sobą drogę do królestwa niebieskiego.

Miłosierni miłosierdzia dostąpią :)

 

Niebem moim będzie dobrze czynić na ziemi.

św. Tereska DzJ

~*~

W co wierzysz?

Któregoś dnia, gdy rozmawiałem z grupą wiernych, jeden spośród nich zapytał Mnie:

- Czy Ty jesteś Mesjaszem?

Odpowiedziałem mu pytaniem:

- A w co wierzysz?

Odparł:

- Jesteś dobrym i pobożnym człowiekiem, który żyje według słowa Bożego. Ale nie wiem, czy jesteś Mesjaszem, czy nie.

Spojrzałem mu w oczy i powiedziałem:

- Zajrzyj w głąb swego serca, zbadaj, co ono czuje, kiedy jesteś blisko Mnie, usłysz, jak z całą mocą wykrzykuje odpowiedź na twoje pytanie. Zapomnij o zmartwieniach, troskach i wątpliwościach i skup się wyłącznie na tym, co ci ono podpowiada.

- Serce podpowiada mi, żebym się Ciebie trzymał, bo gdy Cię nie ma w pobliżu, ono cierpi i tęskni za Tobą – odparł prosto i szczerze. – Wciąż jednak nie znam odpowiedzi na moje pytanie.

Wyjaśniłem mu więc:

- Otrzymasz odpowiedź, jeśli się wsłuchasz w swoje serce i podążysz za nim. Ból, który odczuwasz wewnątrz, to ból, jakiego doznaje każde serce pragnące być blisko Boga. Uczucie, że chcesz zawsze być blisko Mnie, jest uczuciem, jakim pała każde serce  prawdziwie miłujące Boga. Natomiast myśli, które tobą wstrząsają i przesłaniają kierunki, w które rwie się twoje serce, ukrywają przed tobą prawdę. Prawdę znajdziesz tylko w sercu. Nietrudno ją dostrzec, lecz ty, jak wielu innych, pozwalasz swoim myślom, by cię dezorientowały.

- Jak więc się ich pozbyć? Mam wrażenie, że stale je słyszę – drążył, bo szczerze chciał się dowiedzieć, co powinien czynić.

- Módl się, aby Duch Święty zesłał ci dar widzenia. Módl się, by Ojciec w swej łasce dał ci wiedzę, której szukasz, i módl się, aby odpowiedź, jaką otrzymasz na swoje modlitwy, otrzymali także inni – odparłem.

- Panie, zaprawdę mądra jest Twoja rada. Teraz bowiem zrozumiałem, że dotąd dręczyło mnie poszukiwanie odpowiedzi, po to abym ja sam zaznał spokoju, tymczasem zaś jest przecież wielu innych, którzy także muszą poznać prawdę – powiedział.

Uśmiechnąłem się, patrząc na niego, i powiedziałem:

- Kiedy bowiem próbujesz pomóc innym poznać prawdę, zaczyna ci się ona jawić jako bardziej oczywista. Tylko dając, można otrzymać.

- To prawda, Panie, teraz to rozumiem i wiem już, że Ty jesteś Mesjaszem, bo czuję, jak od Twych słów serce z radości wyrywa mi się z piersi – powiedział, uśmiechając się z zadowoleniem.

- Przekaż więc tę radość każdemu, kogo spotkasz, aby serca, które oślepły, znów zaczęły widzieć i mogły w pełni docenić prawdę słowa Bożego – odparłem i nie miałem wątpliwości, że ten Mój przyjaciel zrobi to, o co go proszę… To, o co proszę wszystkich Moich przyjaciół, z których wielu zbyt jest ślepych, aby tę prawdę dostrzec i aby prosić o dar widzenia, którego potrzebują.

~*~

Uśmiech

Mąż powiedział do żony:

- Z każdym dniem coraz bardziej cię kocham. Nie wiem, jak to możliwe, ale moja miłość do ciebie rośnie za każdym razem, gdy na ciebie patrzę.

Żona uśmiechnęła się i odrzekła szczęśliwa:

- To miłe, skarbie. Ja też cię kocham.

Mąż przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jej twarz i podziwiał, jak pięknie się uśmiecha.

- Chciałbym móc sprawić, żebyś zawsze się uśmiechała – powiedział.

- Już to robisz, najdroższy – zapewniła go żona.

- Nawet wtedy, kiedy się sprzeczamy? – dociekał mąż.

- Nawet kiedy się sprzeczamy, w środku się uśmiecham, bo wiem, że mnie kochasz – zapewniła go żona.

Zamyśliła się na kilka minut, po czym spytała:

- Czy znasz to uczucie pewności, jakie nosisz w sercu, że Bóg cię kocha, i szczęście przepełniające cię na myśl o tej miłości, o tym, że nic nie jest w stanie cię jej pozbawić?

- Tak, najmilsza – odparł mąż i uśmiechnął się na myśl o tym, co przed chwilą powiedziała jego żona.

- A zatem w tej pewności i szczęściu, których źródłem jest Boża miłość, mieści się również twoja miłość do mnie i moja do ciebie, i chcę, mężu, abyś wiedział, że ta miłość sprawia, że moja dusza zawsze jest uśmiechnięta.

Mąż pochylił się ku niej, objął ją i pocałował w policzek. A potem powiedział:

- Wobec tego będzie to uśmiech wieczny.

- No już! Wstawać! – powietrze przeciął ostry głos, gdy drzwi celi otwarły się z łoskotem. – Pora nakarmić lwy – zaśmiał się jeden ze stojących w drzwiach żołnierzy, po czym weszli do środka i wywlekli z celi małżonków.

- Myśl o tej miłości – szepnęła żona mężowi do ucha, kiedy popychano ich ku arenie.

- Nie potrafię myśleć o niczym innym – odparł mąż, uśmiechnięty i szczęśliwy.

Żołnierze zeszli z placu, a skandujący tłum zamilkł na moment, kiedy rozległ się potężny ryk lwów. Po chwili zwierzęta wbiegły na arenę.

- Mężu – z uśmiechem powiedziała żona, ujmując go za rękę. – W oblicz Boga, kocham cię.

Mąż spojrzał na nią, delikatnie ucałował ją w policzek i powiedział:

- Bądź silna w Jego miłości, a wkrótce oboje spotkamy się w niebie. Kocham cię.

To powiedziawszy, odsunął się od żony, stanął z szeroko rozłożonymi rękoma i zawołał: „Wybacz im, Panie”.

Objął dwa lwy, które rzuciły się na niego, i zwracając głowę ku żonie, powiedział:

- Myślę o tej miłości.

Potem, wciąż się uśmiechając, upadł na kolana, a zwierzęta zaczęły go rozszarpywać.

W tym czasie inne lwy porwały jego żonę i gdy rozrywały jej ciało, ona wołała:

- W Tobie, Panie, kochamy.

Trybuny szalały z zachwytu, gdy lwy rozciągały po arenie fragmenty ciał małżonków, i wielu mówiło: „Ci chrześcijanie to głupcy”.

Lecz w tym samym czasie wszyscy w niebie, patrząc na śmierć tych dwojga, modlili się żarliwie, wołając raz po raz: „Ci chrześcijanie to święci!”. Potem wieczność wypełniła się Bożą radością, gdy Jezus zszedł po nich na ziemię, wziął ich w ramiona i podnosząc z piachu, powiedział:Taka piękna miłość, taka piękna”.

~*~

Jezus

~*~

Siła, która wprawia cały wszechświat w ruch to Miłość… Bóg jest Miłością… On jest Twórcą Dobra i Porządku… gdyby był tyranem to ani by nie pomyślał, żeby stworzyć świat… a On kocha dzielić się sobą i my dlatego nieustannie istniejemy, bo On nieustannie o nas myśli :) gdyby przestał o nas myśleć, przestalibyśmy istnieć…

*

Trzy sposoby obecności Boga w duszy człowieka

Tu i ówdzie można napotkać stwierdzenie, że Bóg jest w każdym człowieku. Nie bardzo wiadomo, co miałoby znaczyć takie stwierdzenie i czemu miałoby ono służyć. A przede wszystkim – czy to stwierdzenie jest prawdziwe, to znaczy czy jest zgodne z rzeczywistością?
Z pewnością, w ramach uczciwości metodologicznej, rodzi się konieczność odpowiedzi na pytanie: o jakiej obecności mówimy?

Św. Jan od Krzyża wyjaśnia:
„Dla zrozumienia tego należy zaznaczyć, że Bóg w potrójny sposób może przebywać w duszach.
Pierwsza obecność jest przez Jego istotę, przez którą przebywa On we wszystkich duszach nie tylko dobrych i świętych, lecz również w złych i grzesznych, podobnie jak jest we wszystkich stworzeniach. Przez tę obecność daje im życie i byt, gdyby zaś ją usunął, wszystkie stworzenia obróciłyby się w nicość i przestałyby istnieć. Tej obecności nie brak nigdy w duszy.
Drugim rodzajem obecności jest obecność przez łaskę, przez którą Bóg mieszka w duszy, podobając sobie w niej i będąc z niej zadowolony. Przez tę obecność nie wszyscy posiadają Boga, gdyż ci, co popadli w grzech śmiertelny, utracili Go i dusza nie może wiedzieć w sposób naturalny, czy go posiada.
Trzecia obecność, to obecność przez odczucie duchowe. Wiele bowiem dusz pobożnych nawiedza On swą szczególną obecnością, w różnych przeżyciach duchowych, przez które je orzeźwia, napełnia rozkoszą i uwesela.
Lecz te duchowe obecności, podobnie jak i tamte, są przysłonięte, gdyż z powodu trwania życia doczesnego Bóg nie ukazuje się takim, jakim jest w swej istocie” (św. Jan od Krzyża, Pieśń duchowa 11, 3).

W świetle powyższego, jawi się zatem w naszych dyskursach konieczność precyzowania, o jakiej obecności Boga w duszy mówimy.

Konkluzja – niezbędna. Ujmując kwestię w aspekcie soteriologicznym (zbawczym), należy stwierdzić, że na nic nie przyda się człowiekowi wspomniany pierwszy rodzaj obecności Boga w jego duszy (przez istotę), jeśli nie będzie mu towarzyszył drugi sposób obecności, tzn. przez łaskę.
Kościół śpiewa w Wigilię Wielkanocną:
Nihil enim nobis nasci profuit, nisi redimi profuisset.
„Bezużyteczny byłby dla nas dar życia, gdyby nie stało łaski Odkupienia”.
W nowszym tłumaczeniu: „Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia,
gdybyśmy nie zostali odkupieni” (Exsultet – Orędzie Wielkanocne).
Rzymski katolik wnioski wyciągnie i zadba o życie w łasce.

Źródło: Sacerdos Hyacinthus

Potrzeba dbać o życie w łasce czyli korzystając z sakramentów świętych… spowiedź, komunia, małżeństwo… Kiedy dbamy o życie sakramentalne, to i Pan ma do nas dostęp… bo i serce na Niego otwieramy i Go przyjmujemy oficjalnie :)

To wszystko jest darmo dane… nic tylko przyjmować :) Jednoczyć się z Panem w Eucharystii i przyjmować Jego przebaczenie w sakramencie pokuty :)

~*~

Dla osób, które pragną uwielbiać Pana, a nie miały z tym do czynienia i trudno im się za to zabrać – polecam wspólnotę Kahal, która specjalizuje się w uwielbianiu Boga. Często można u nich usłyszeć słowo poznania, albo jakiś obraz ktoś ma, poprzez który Bóg nas poucza. Spotykają się w szkole na dużej sali, w czwartki w Wodzisławiu w Zespole Szkół nr 2, na ul. Wałowej 5 (dawny Medyk) – schodzą się od osiemnastej, a zaczynają od dziewiętnastej… warto tam pójść i przynajmniej tego doświadczyć, bo uczymy się od siebie… czerpiemy z wzorców jakie mamy wokół siebie… Tam jest dużo ludzi, więc można liczyć na tłum i się nie stresować, że wszyscy będą się na nas patrzeć ;) Tam tak  nie jest. Każdy może na spokojnie sobie przyjść zająć miejsce i czekać na rozpoczęcie spotkania :)

Ja natomiast osobiście preferuję duchowość karmelitańską i po wakacjach zaczynam jeździć na studium karmelitańskie w Krakowie, więc na pewno coś o trwaniu w Bożej obecności, w miłości Pana, w ciszy serca będzie coraz więcej :)

Również zapraszam do wakacyjnego kina domowego….oraz zapoznania się ze stroną O MNIE :)

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.